2019

Co udało mi się zużyć w styczniu i lutym? DENKO STYCZEŃ – LUTY 2019

Regularne publikowanie zużyć na moim blogu dawno temu motywowało mnie do aktywnego używania posiadanych przeze mnie kosmetyków. Ta seria na blogu wymagała ode mnie jednak sporo pracy, dlatego z czasem zaniechałam tych publikacji. Jednakowoż od jakiegoś czasu ponownie chowałam zużyte kosmetyki, tak, aby móc choć na Instagramie w InstaStory móc opowiedzieć kilka słów o moich kosmetykach, a dla mnie to było dokumentowanie progresu. Wydaje mi się wprawdzie, że InstaStory nie mają dużego odzewu i zasięgu dlatego, postanowiłam ponownie wrócić do tej serii na blogu. Postaram się, aby ta seria pojawiała się w miarę regularnie raz na miesiąc, góra raz na dwa miesiące. Jeśli jesteście ciekawi, co takiego udało mi się zużyć w dwa miesiące to zapraszam do lektury. 

ZUŻYCIA TWARZ 

Bioderma Sebium H2O Płyn micelarny do oczyszczania twarzy i zmywania makijażu do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej 

Brat kultowego płynu micelarnego, który w swoim czasie był bardzo, ale to bardzo popularny wśród amatorek makijażu, czyli Bioderma Sensibio. To od Biodermy Sensibio zaczęła się rewolucja w demakijażu, ponieważ rozpropagował się fakt zmywania makijażu za pomocą płynu micelarnego, kiedy wcześniej królowały bardzo niewygodne mleczka. Płyn Bioderma Sebium H2O wygrałam w jakimś fejsbukowym konkursie, a bardzo ciekawa byłam dlaczego nie jest on popularny wśród posiadaczek tłustych i mieszanych cer. No i już wiem, dlaczego, otóż, Bioderma Sebium H2O posiada lekki, dziwny zapach, gdzie Sesibio jest totalnie bezzapachowa. Po zmyciu makijażu płynem micelarnym Sebium skóra nieco mnie szczypała. Woda jest lekko barwiona na kolor niebieski, co jest dodatkową, zbędną chemią w tym kosmetyku. Do tej wersji Bioderma Sebium H2O nie wrócę na pewno, zdecydowanie wolę popularniejszego brata Bioderma Sebium H2O. 

Vianek Seria Czerwona Przeciwzmarszczkowy eliksir do twarzy z witaminą C 

Dosyć popularne serum, ze względu na naturalny skład, przystępną cenę około 25 zł oraz rosnącą w popularność witaminę C (cudowny antyutleniacz). Niestety w moim przypadku był to totalnie nietrafiony kosmetyk, który nie spełnił moich oczekiwań. Chciałam go używać rano, ale niestety pozostawiał dla mnie zbyt lepką warstwę, która mnie mocno irytowała. A działanie niestety było za słabe jak na starszą panią po trzydziestce przystało. Nie poradził sobie z lekkimi przebarwieniami, jedynie pozostawiał delikatne uczucie nawilżenia. Szału nie było i na pewno nie wrócę. 

the SAEM Power Spot Vitamin Cream

Z jednej strony piękny, cytrusowy zapach, gęsta, otulająca konsystencja, idealnie rozsmarowująca się. Z drugiej strony parafina, silikony i wazelina w składzie. Używałam go głównie na noc, ponieważ nie wchłaniał się do końca, i pozostawiał lekko tłustą warstwę. Fajnie działa na suche policzki, które bardzo szybko zregenerowały się i są nawilżone. Natomiast pory na nosie i brodzie są całkowicie zapchane, mimo, iż nie smaruje tych miejsc tym kremem. Niestety przebarwienia po trądziku też w magiczny, szybki sposób nie zniknęły. Cena nieadekwatna. Lubię koreańskie kosmetyki, ze względu na sporą zawartość kwasów i składników aktywnych, ale ten krem rewolucji w mojej pielęgnacji nie zrobił. 

Benton Snail Bee High Content Essence Serum do twarzy z śluzem ślimaka 

Jeden z moich ulubieńców ostatnich miesięcy. Latem dał mojej skórze ukojenie podczas upałów i stosowałam go często solo, jesienią i zimą super sprawdził się jako dodatkowy nawilżacz w mojej pielęgnacji. Zmiany trądzikowe dzięki niemu szybciej się goją, przebarwienia szybciej znikają, a cera pozostaje nawilżona i gładka. Wrócę! 

Klairs Gentle Black Deep Cleansing Oil Olejek do demakijażu 

To kolejny mój ulubieniec, który zrewolucjonizował moją wieczorną pielęgnację. Dwuetapowe zmywanie makijażu to mój hit i odkrycie roku. Przepiękny zapach, delikatny, skuteczny i łatwo go zmyć za pomocą żelu na bazie wody. Uwielbiam! Jest dużo fajniejszy niż inne olejki, które miałam okazję wypróbować, ale o tym szerzej chciałabym jeszcze napisać. Wrócę do niego na pewno. 

Alverde, Perfekter Teint, Gel-To-Milk Reinigungsgel Porzellainblume

Żel do mycia twarzy, który po kontakcie z wodą zamienia się w mleko. Żel ten służył mi głównie jako drugi etap domywania skóry, wieczorem po demakijażu. Pozostawiał dziwną, miodową warstwę na twarzy po zmyciu. Z jednej strony cera była nawilżona, gładka i miękka, a z drugiej strony brakowało mi uczucia odświeżenia i czystości. Naturalny skład, niska cena, dostępny tylko w sieci drogerii DM. Nie wrócę do niego, ale ciekawie było móc go spróbować. W ramach lesswaste chętnie zostawię sobie opakowanie tego żelu (100 ml) i wykorzystam na wyjazdy. 

Evolution of Smooth (EOS), Organic Lip Balm Smooth Sphere

Jestem z siebie ogromnie dumna, że udało mi się zużyć całą pomadkę EOS. Dla niedowiarków wrzucę filmik na InstaStory, że pomadka ta jest wykończona do ostatniej „kropelki”. Fajny balsam do ust, który ma bardzo dobry skład, pomadka jest mega wydajna, ślicznie się prezentuje, i dobrze nawilża usta, nawet zimą. Całą recenzję Organic Lip Balm Smooth Sphere już mieliście okazję przeczytać.

Urban Decay, Eyeshadow Primer Potion

Mam wrażenie, że ostatnio ciągle piszę o tej bazie pod cienie, wybaczcie mi te powtórzenia. Tę bazę miałam bardzo długo, ale dopiero, gdy mi się skończyła zauważyłam, jak bardzo ją lubiłam I jak bardzo się u mnie sprawdzała. Jest już na mojej wishliście i pewnie niedługo do niej wrócę. 

Biotherm Blue Therapy Red Algae Uplift Cream (próbka 10 ml) 

Krem przede wszystkim pięknie pachnie, mogłabym mieć takie perfumy. Zapach jest intensywny, dlatego nie każdemu będzie on pasował. Krem ma kremowo- żelową konsystencję, bardzo łatwo się aplikuje, ze względu na sporą ilość silikonów w składzie. Dzięki temu krem idealnie nadaje się pod makijaż. Mnie jednak skład tego kremu kompletnie nie przekonuje, za dużo tych silikonów, które bardzo szybko spowodowały u mnie wypryski. Krem wygładza, ale jest to takie pozorne wygładzenie, po kilku godzinach po umyciu skóra powraca do swojego naturalnego stanu. Po 2 tygodniach testowania nie zauważyłam efektu wow. 

Kiehl’s Super Multi – Corrective Eye – Opening Serum Serum pod oczy (próbka) 

Dla mnie za rzadka konsystencja tego serum. Próbka okazała się na tyle wydajna, że wystarczyła na prawie 2 tygodnie stosowania. Dzięki tej próbce przekonałam się, że to serum praktycznie nic nie robi, wręcz przeciwnie, rano skóra pod oczami była sucha, a do tej pory nie miałam problemów z przesuszającą się skórą pod oczami, to teraz mam. Najbardziej irytująca była konsystencja tego kremu, a skład też nie należy do wybitnych w tej dziedzinie, dlatego na pewno odpuszczę zakup pełnowymiarowego kosmetyku. 

Garnier Botanical Cream Krem nawilżający z ekstraktem z winogron do skóry normalnej i mieszanej 

Tego kremu nie udało mi się zużyć do końca, wyrzucam prawie połowę produktu. Krem ma piękny, bardzo świeży i delikatny zapach. Konsystencja jest lekka, wręcz żelowa. Produkt szybko się wchłania, jednak nie pozostawia matu. Skóra w strefie T się błyszczy w ciągu dnia. Nawilżenie skóry jest w porządku, ale moja cera jest obecnie mało wymagająca. Krem lekko zapycha, powstały u mnie pojedyncze krostki. Pomimo lekkiej konsystencji, krem jest wydajny. Moim zdaniem cena kremu jest za wysoka, opakowanie jest bardzo tandetne. Od taki przeciętniak na drogeryjnej półce. 

ZUŻYCIA WŁOSY 

BasicLab Dermocosmetics Capillus Stymulujący szampon przeciw wypadaniu włosów 

Mimo, że regularna cena tego szamponu przeraża przeciętnego zjadacza chleba, to ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak wydajnym szamponem. Miałam go prawie pół roku i regularnie go stosowałam, serio. Ma bardzo ciekawy skład (nie jest to szampon stricte z naturalnym składem, ale nie ma w nim żadnych szkodliwych substancji). Pomaga utrzymać w ryzach wypadające włosy oraz stymuluje do porostu nowe włosy. Muszę przyznać, że jestem skuszona do wypróbowania innych szamponów tej marki. 

BasicLab Dermocosmetics Capillus Odżywka stymulująca na wypadanie włosów 

Odżywka tak, jak powyższy szampon – mistrz wydajności. Na pewno w jakiejś promocji skuszę się na inną serię. Zarówno o szamponie i odżywce napisałam osobny post. Dodam, że jest zadowolona z działania tej pary. 

Alverde – dwufazowa odżywka w sprayu do włosów z wyciągiem z organicznej passiflory i ryżu 

Jak pisałam w poście o rozjaśnianych włosach, nie mogę obyć się bez odżywki w spray’u, ponieważ moje długie, rozjaśniane włosy, nawet po zastosowaniu zwykłej odżywki ze spłukiwaniem, bardzo ciężko jest rozczesać. Aby ich nie szarpać zawsze muszę posiłkować się jeszcze odżywkami bez spłukiwania, a te w spray’u ich dodatkowo nie obciążają. Niestety wersja „naturalna” Alverde totalnie się u mnie nie sprawdziła, powodowała oklapnięcie włosów, świeżo po umyciu, przetłuszczanie się i takie oblepione, matowe strąki. Fuj. Oprócz tego alkohol na drugim miejscu w składzie. Piękne opakowanie, nic poza tym. Odradzam! 

Laboratorium Pilomax ColourCare Kamilla WAX Maska do włosów farbowanych jasnych 

Bardzo fajna maska, mega wydajna. Pierwsze użycia tej maski powodowały, że włosy moje stawały się mniej przesuszone i bardziej odżywione. Jednak z czasem włosy jakby się nieco do tej maski przyzwyczaiły i już nie było tak spektakularnych efektów, niemniej jednak, piękny puddingowy zapach, przyjemna budyniowa konsystencja umilały mi wieczorny relaks. 

Isana Professional Farbglanz Blond Spulung Odżywka do włosów blond i farbowanych na blond 

Tania odżywka dostępna w każdym Rossmannie. Dla mnie to taki must have w pielęgnacji rozjaśnianych włosów. Bardzo przypomina mi John Frida (dużo droższa odżywka) zarówno zapach, konsystencja jak i działanie mają bardzo podobne, więc po co przepłacać. Nie jest to odżywka, po którą sięgam codziennie, ale kilka razy w tygodniu, tak, aby pomóc włosom w utrzymaniu odpowiedniego koloru włosów. 

Farmona Herbal Care szampon Tatarak i skrzyp polny 

O tym gagatku pisałam Wam w poście o Greenwashingu. Szampon, który kupił sobie mój mąż, ale podrażnił jego skórę głowy, dlatego resztę użyłam ja. Dla mnie to typowy, drogeryjny przeciętniak, który wykorzystuje modę na naturalne kosmetyki, stylizowane na te z „babcinej apteczki”. Nie polecam. 

ZUŻYCIA CIAŁO 

Lirene Dermoprogram Beauty Collection Żurawinowy peeling cukrowy 

Fajny, przyjemny owocowy zapach. Nie pozostawia tłustej, olejkowej warstwy po umyciu, a szkoda, bo lubię to uczucie nawilżenia po wykonanym peelingu. Nie wydajny, starczył mi na kilka użyć, a właściwości peelingujące ma raczej słabe. Nie wrócę do niego, wolę inne, drogeryjne peelingi. Opakowanie w tubce jest dla mnie nieporęczne, wolę odkręcane słoiki, tak abym mogła zużyć całość. 

O’HERBAL żel pod prysznic orzeźwiający Werbena 

Miły, delikatny zapach werbeny dodawał orzeźwienia pod prysznicem. Duża butelka z pompką oszczędza nasz czas i energię w celu poszukiwania kolejnego żelu pod prysznic. Dosyć delikatny żel, nie podrażniał, nie powodował przesuszeń, jednak cena bez promocji jest moim zdaniem nieco za wysoka, zwłaszcza, że nie jest to kosmetyk z idealnym, naturalnym składem. 

BASICLAB Dezodorant przeciw poceniu do skóry wrażliwej roll-on 24 h

Ostatnio jest mocna nagonka na antyperspiranty, ponieważ zawierają sole aluminium. Oczywiście specjaliści zachęcają do stosowania dezodorantów, które tego składnika nie zawierają. Skuszona dobrym składem chętnie sięgnęłam po dezodorant marki Basiclab i niestety mówię wprost dezodoranty u mnie się nie sprawdzają. Po zastosowaniu go czułam się jakbym spędziła noc w żulerni. Nie tylko nie dawał uczucia świeżości (a tak zapewnia producent), ale też nie maskował zapachu. No i oczywiście te przysłowiowe 24 godziny to marketing może sobie w tyłek wsadzić, bo mokrą pachę miałam już po kilkunastu minutach w przeciętny dzień spędzony w domu. Z podkulonym ogonem wróciłam do antyperspirantów, i choćby zawierały milion soli aluminium to i tak będę ich używać. 
I tak dobrnęliśmy do końca postu, w styczniu i lutym udało mi się zużyć 20 opakowań. Jestem z siebie dumna, marzec też zapowiada się dość intensywnie. Robię czystki, porządki, skupiam się na otwartych kosmetykach. Trwam w postanowieniu, że kupuję tylko to, co akurat mi się kończy. Coraz mniej mam wyrzutów sumienia, aby pozbywać się nietrafionych kosmetyków.