Uncategorized

“…czy naprawdę powinnam obwiniać się za to, że lubię kosmetyki?” z autorką bloga Basia-blog o blogowaniu i o kosmetykach!

Wpis o blogosferze wzbudził spore zainteresowanie, co bardzo mnie ucieszyło. A jeszcze bardziej cieszyły mnie Wasze komentarze, dzięki nim wiem, że warto robić to co się lubi. Cieszę się, że takie dinozaury jak ja nie wyginęły, dlatego zaprosiłam do postu gościnnego Basię (która prowadzi nomen omen Basia-blog), aby trochę wspólnie powspominać stare dobre czasy. Basia swój blog (także urodowy) prowadzi już prawie 7 lat! U Basi znajdziecie sporo dobrej treści, mnie najbardziej spodobał się post o błędach językowych, które popełniają blogerki urodowe 😉
Hej! Przede wszystkim – bardzo dziękuję za zaproszenie do rozmowy 🙂

Jak wyglądały Twoje początki blogowania?

Czasami wracam myślami do tamtych czasów i… szczerze za nimi tęsknię! Mój blog skończy w tym roku 7 lat, więc pamiętam początki wielu topowych (obecnie) blogów. Wtedy liczyła się przede wszystkim treść, a zdjęcia zdecydowanie odbiegały od tych dzisiejszych. Były robione bez artystycznych kompozycji układanych godzinami, miały po prostu przedstawić konkretny produkt (jak to wygląda) i dostarczać innych informacji (jaki ma kolor, konsystencję itd.). Blogów było niewiele i z niecierpliwością czekałam na kolejne wpisy w ulubionych miejscach. Wtedy rekomendacje blogowych koleżanek miały naprawdę ogromne znaczenie – a wpisy faktycznie były czytane od deski do deski (dzisiaj: „fajny blog zapraszam do siebie”). Rynek kosmetyczny nie był aż tak rozwinięty, jak obecnie, więc perspektywa odnalezienia kosmetycznych perełek była obiecująca ;). Atmosfera też była inna – bardziej życzliwa i sympatyczna. Nie pamiętam żadnych afer z tamtego okresu…

Co Twoim zdaniem ma wpływ na popularność? Czy bloger musi być popularny?

To trudne pytanie :). W przypadku blogów kosmetycznych zastanawiam się, czym jest w ogóle popularność – czy chodzi o liczbę stałych czytelników, którzy odwiedzają bloga regularnie, czy o liczbę odsłon, za którą wcale popularność stać nie musi bo np. wynika z kilku dobrze wypozycjonowanych wpisów. Czy może o bycie rozpoznawalnym? Ale w polskiej blogosferze urodowej niewiele jest osób, które faktycznie zostaną rozpoznane na ulicy (mam na myśli blogi, nie kanały YT). Dobrze by było, gdyby popularność wynikała z ciekawego pomysłu i rzetelnej realizacji (np. blog Anwen, któremu bardzo kibicuję od zawsze!), ale czasami odnoszę wrażenie, że obecnie wystarczy zrobić piękne zdjęcia, za którymi nie idzie żadna treść, przerobić obietnice producenta, tak naprawdę wcale nie recenzując produktu i to wystarczy. Z kolei na urodowym YouTube im głupsze challenge, tym większa popularność. Nie podoba mi się ten kierunek… A czy bloger musi być popularny? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Z pewnością chciałabym, by moje wpisy docierały do jak największego grona odbiorców, ale powinno to wynikać z ich faktycznej przydatności – chciałabym, żeby były ciekawe i niosły za sobą jakąś wartość. Nie traktuję bloga jako pamiętnika, nie do końca jest tak, że piszę sama dla siebie. Liczę na to, że moje recenzje przydadzą się innym – ja przecież wiem, jak sprawdził się u mnie określony produkt i wiem, jak wygląda :). Ale z całą pewnością nie dążę do mojej własnej popularności (jako osoby).

Dlaczego założyłaś swój blog? Dlaczego akurat taka kategoria?

Moje początki blogowania były w pewnym sensie kontynuacją działań na forum Wizaż – jestem tam aktywna już od 2007 roku, wówczas z przyjemnością recenzowałam kosmetyki w katalogu KWC (Kosmetyk Wszech Czasów) i często sugerowałam się opiniami innych użytkowniczek. Z przyjemnością obserwowałam istniejące blogi kosmetyczne (których było wtedy naprawdę niewiele!) i postanowiłam założyć własnego :). A tematyką urodową zaczęłam się interesować z powodu problemów z cerą. To właśnie na forum można było przeczytać masę wartościowych wpisów o prawidłowej pielęgnacji, skorzystać z doświadczenia starszych koleżanek. W gronie najbliższych osób (rodzina, przyjaciele) można było co najwyżej wysłuchać wszystkich możliwych mitów kosmetycznych – co zresztą ma miejsce do dziś :).

Jak myślisz, dokąd zmierza Twoje blogowanie? Jaki jest Twój cel?

Osobiście dążę do tego, by moje wpisy były jak najbardziej przydatne i wartościowe. Żeby ktoś, kto szuka konkretnych informacji, mógł je u mnie znaleźć. By zdjęcia swatchy nie były piękne, lecz możliwie najwierniej odwzorowane, by pokazać opakowanie z każdej możliwej strony – jeżeli właśnie tego ktoś szuka. Krew mnie zalewa, jeżeli szukam czegoś konkretnego o produkcie (skład, PAO itp.), odwiedzam kilkanaście blogów i na żadnym tego nie znajduję. Ale za to oglądam dziesiątki artystycznych zdjęć frontu słoiczka we wszystkich możliwych okolicznościach przyrody – super… A dokąd zmierza moje blogowanie? Nie wiem, to się okaże :).

Co daje Ci Twój blog?

Blogowanie jest dla mnie oderwaniem od codzienności, sposobem na przyjemne spędzenie czasu. Daje mi też ogromną satysfakcję, w szczególności gdy widzę, że wpisy, w które włożyłam ogromną ilość pracy, nadal są chętnie wyszukiwane. To może zabrzmieć głupio, ale czuję się wtedy… „potrzebna” i mam ogromną nadzieję, że poszukiwacze z Google odnaleźli to, czego potrzebowali ;). W razie potrzeby odpowiadam też na wszystkie pytania i komentarze – najszybciej, jak to możliwe! Był pewien moment ogromnego doła w moim życiu prywatnym (o którym rozmawiać nie chcę) i to właśnie blog pomógł mi z niego wyjść. To było jedyne na tyle absorbujące zajęcie dla mojego umysłu, że mogłam się skupić chociaż na chwilę na czymś przyjemnym. Wszelkie inne codzienne czynności (gotowanie, zakupy, sprzątanie) kończyły się płaczem, jedynie podczas pisania wpisu chociaż na chwilę „odlatywałam” myślami do prostego, kosmetycznego świata ;))). Blog naprawdę pomaga się oderwać.

Czym zajmujesz się prywatnie?

Zawodowo jest to obszar rachunkowości, a w zeszłym roku ukończyłam studia magisterskie (Finanse i Rachunkowość). W czasie wolnym jeżdżę też motocyklem z moim mężem (jako „plecaczek”), jest to motocykl turystyczny, trochę enduro. Nie ścigacz, dla jasności. Traktujemy to bardzo turystycznie, zjeździliśmy większość Europy, pokonując ponad 40 tysięcy kilometrów i muszę przyznać, że zwiedzanie tego typu naprawdę pozwala świetnie poznać odwiedzany region. Jeździmy na własną ręką, najbardziej budżetowo, jak się da, więc warunki polowe, suchy chleb i woda oraz spakowanie się na miesiąc do małego kufra nie są mi obce ;). Spanie w namiocie w ujemnej temperaturze również mam już zaliczone ;). Mit wygodnickiej blogerki wymagającej luksusów – obalony ;).

Czy potrafisz powiedzieć ile czasu tygodniowo (albo dziennie) przeznaczasz na blogowanie. Jak znajdujesz na to wszystko czas? Ile czasu poświęcasz na tworzenie zdjęć i treści?

Trudno powiedzieć – napisanie zwyczajnej, prostej recenzji jednego produktu z kilkoma zdjęciami to kwestia godzinki – dwóch. Są jednak takie wpisy, które zajmują nawet kilkanaście-kilkadziesiąt godzin, wliczając w to wykonanie zdjęć, ich selekcję, obróbkę, przygotowanie wpisu, wszystkie korekty itd. Czasem się zdarza, że sam proces przygotowania do wpisu może zająć wiele tygodni bo codziennie notuję jakieś nowe spostrzeżenia i zastanawiam się nad tym, jakie aspekty muszę jeszcze poruszyć. Klepię sobie codziennie po troszeczku i jakoś idzie :). Mam kilka takich wpisów na blogu, które stale aktualizuję np. ten o jasnych podkładach – nie jestem w stanie zmierzyć ilości poświęconych godzin, gdyż wciąż się rozwija. Z takich wpisów jestem o wiele bardziej dumna :).

Jakie wskazówki mogłabyś dać blogerom, którzy zaczynają dopiero przygodę z blogowaniem?

Przede wszystkim – nie nastawiać się na na zyski, ani finansowe, ani materialne (barter). Ja po prawie 7 latach prowadzenia bloga absolutnie nie byłabym w stanie się z niego utrzymać. Oczywiście, nie twierdzę, że nie jest to możliwe – prawdopodobnie jest to wynik moich dotychczasowych decyzji i kierunku działań. Tylko że… ja nigdy do tego nie dążyłam i nie dążę. Blogi, które są słupami ogłoszeniowymi, dla mnie nie mają wartości. Współprace potrafią być świetne i bardzo wartościowe, szczególnie jeśli mamy możliwość współpracy z firmą, którą uwielbiamy, szanujemy i podziwiamy. To bardzo budujące i potrafi przynieść wiele radości. Ale branie wszystkiego, jak leci… mija się z moim systemem wartości ;). Bardzo denerwują mnie pytania „a co Ty z tego masz?”, „da się na tym zarobić?” od osób nieprowadzących własnych blogów. Świetnie, jeśli wpadnie trochę groszy, w końcu prawda jest taka, że wkładamy w bloga niemałe pieniądze (aparat, oświetlenie, inne akcesoria fotograficzne typu blenda, statyw, dodatki do zdjęć, komputer, domena, hosting, szablon, opłaty typu prąd, nasz CZAS… ;)). Ale nie zarabianie powinno być tu priorytetem, tak myślę. Jeżeli cokolwiek we współpracy mi nie gra – próbuję dojść do porozumienia. Jeśli się nie da – rezygnuję. Chciałabym jeszcze poradzić tworzenie wartościowych treści, ale nie wiem, czy w dobie oglądania pięknych zdjęć treść ma jeszcze znaczenie ;). Dla mnie ma i tego się trzymam. 

Jakie są Twoim zdaniem dobre strony blogowania?

Przede wszystkim możliwość rozwoju – siłą rzeczy, czytając blogi, codziennie dowiadujemy się czegoś nowego z różnych dziedzin. Fotografii, kosmetologii, marketingu, z praktycznie każdego obszaru życia! Czasem wystarczy nawet komentarz od czytelnika mieszkającego za granicą z jakąś lokalną ciekawostką. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo się codziennie rozwijamy, przebywając w gronie tak różnych osobowości. Dzięki blogowi poznałam też absolutnie cudowne osoby, a z niektórymi regularnie spotykamy się na kawę/obiad. Nie sądziłam, że od zupełnie obcych ludzi otrzymam tak gigantyczne wsparcie w chwilach słabości. Wiem, że to wszystko brzmi jak jakiś oklepany slogan, ale faktycznie tak jest. W tym roku otworzyłam się na nowe znajomości i to był bardzo dobry krok. Odnoszę wrażenie, że z blogerkami jestem w stanie rozmawiać bardziej szczerze – wydają mi się bardziej otwarte na wszelką inność. Każda z nas bardzo się różni – charakterem, temperamentem, poglądami. A mimo to, świetnie się dogadujemy i nie boimy głośno wyrażać swojego zdania, jak to jest? :). Z całą pewnością dobrą stroną blogowania jest też (dla mnie) ten mój mały świat, który tworzę na własnych zasadach i do którego mogę uciec, gdy tego potrzebuję ;). Nikt mi nie może niczego narzucić – ani szaty graficznej, ani częstotliwości wpisów, ani ich formy. Niezależność jest tu ważna.

Czy Twoim zdaniem istnieją złe strony blogowania?

Oj, tak. Całkiem niedawno boleśnie się o tym przekonałam. Przez prawie 6 lat blogowania byłam dość zamknięta – nie rozwijałam profilów społecznościowych, nie udzielałam się w grupach na Facebooku, nie jeździłam na spotkania blogerek (byłam tylko na jednym). Dopiero w ubiegłym roku nieco się otworzyłam i… te wszystkie blogowe demony spadły na mnie z niezłym impetem :P. Nagle okazało się, że aferka goni aferkę, a (wydawałoby się) „sympatyczne” osoby tryskające dobrocią na własnym blogu, w grupach dla blogerek tryskają jadem względem innych osób. Odnoszę wrażenie, że blogosfera urodowa to obecnie taki babiniec nabuzowany hormonami ;). Być może jest tak już od dłuższego czasu, ale przez lata nie miałam o tym pojęcia. Sama miałam w tym roku problem z jedną blogerką, która dosłownie się na mnie uwzięła… A inna oszukała mnie finansowo przy wspólnym zamówieniu, ale nie będę rozwijać tego tematu. Bloga może prowadzić praktycznie każdy, więc i konsekwencje są widoczne. Masa bylejakości, nastawienie na zyski, testowanie wszystkiego, co się nawinie. Do tego różne charaktery i konflikty murowane ;). Szkoda, że wartościowe blogi tracą na tym najbardziej – bo stereotypowa blogerka urodowa jest z pewnością głupia, nic nie robi, tylko się smaruje kosmetykami od rana do wieczora, oczywiście wszystkie ma za darmo i wszystkie chwali bo dostała.


Jaki stosunek masz do kupowania nowych kosmetyków? Czy codziennie się malujesz? Jak Ci idzie zużywanie kosmetyków do pielęgnacji?

Myślę, że to uległo zmianie na przestrzeni lat i nadal ulega. Przez pewien czas wyraźnie kupowałam ich zbyt wiele, ale obecnie trochę się opanowałam i zmierzam ku lepszemu, choć daleka jestem od minimalizmu ;). Z drugiej strony uważam, że każdy ma jakiegoś swojego bzika w życiu (jeden kolekcjonuje znaczki, inny ma 10 wędek i niezliczoną ilość spławików, innemu szafa pęka w szwach, a jeszcze inny jeździ drogim samochodem ;)), więc nie czuję potrzeby obwiniania się. Nie mam innych „pasji”, żadnych nałogów, więc czy naprawdę powinnam obwiniać się za to, że lubię kosmetyki? Nałogowy palacz wydaje kilkaset złotych miesięcznie na papierosy (i zatruwa tym siebie oraz innych – pozdrawiam moich sąsiadów, przez których mam wiecznie pozamykane okna), ja aż tyle na kosmetyki nie wydaję ;). Gotuję sama, rzadko jadam na mieście. Nie kolekcjonuję butów, torebek, w sumie to niczego innego :). Zresztą kosmetyczne zainteresowania wcale nie są bez sensu – im więcej produktów znam, tym większe mam doświadczenie i wyższe oczekiwania. Łatwiej mi porównać kosmetyki między sobą i dokonuję coraz lepszych wyborów na przestrzeni lat. Z roku na rok coraz ładniej się maluję i odkrywam nowe odcienie, w których jest mi dobrze. To też jest duża wartość. Prawie każda kobieta używa kosmetyków, ale nie każda ma w tym zakresie świadomość i tu z pomocą przychodzą (mi również!) blogi kosmetyczne, doświadczenia innych osób. Jeżeli chodzi o to, czy maluję się codziennie – obecnie nie. Kiedyś miałabym z tym duży problem, ale w miarę upływu lat nauczyłam się akceptować siebie taką, jaką jestem (a to wcale nie jest łatwe, bo mankamentów urody mi nie brakuje ;)). Może to przychodzi z wiekiem? ;). Odnośnie zużyć – najwięcej u mnie schodzi produktów do włosów (bo są bardzo długie) i twarzy (widzę dużą różnicę, gdy o nią dbam). Z kolei nie mam problematycznej skóry ciała, więc w tym zakresie kosmetyków schodzi znacznie mniej – nie licząc tych związanych z higieną, oczywiście :). Więc poziom zużyć jest silnie powiązany z potrzebami skóry. W tym roku dążę do ograniczenia zapasów i kosmetycznego arsenału :).
Dziękuję Ci Basiu za poświęcony mi czas. Bardzo miło mi się Cię wirtualnie lepiej poznać! A na koniec chciałam dodać myśl Henrego Forda: 

“Jeśli sądzisz, że potrafisz to masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz – również masz rację.” 

Oraz wszystkich zaprosić na blog Basi.