Uncategorized

Moje 3 kosmetyczne rozczarowania – Alverde / L’Oreal / Kobo

Ostatnio zauważyłam, że najczęściej publikuję recenzje tych kosmetyków, które się u mnie sprawdziły. Myślę, że możecie być w mylnym przekonaniu, że u mnie wszystko się sprawdza i trafiam na same super kosmetyki. Niestety tak nie jest, często gdy jestem danym kosmetykiem rozczarowana, staram się nie marnować na niego czasu i po kilku użyciach sobie darować przygodę z tym produktem. Starałam się zapomnieć o takim kosmetyku i trafiał on szybko do kubła ze śmieciami. Tym razem postanowiłam zrobić inaczej i zachować kilka produktów, które mnie najzwyczajniej w świecie rozczarowały, tak abym miała okazję zrobić im zdjęcie, a Wam opisać moje rozczarowanie. Z racji, że staram się robić przemyślane zakupy i rzadko ulegam chwili, często kieruję się opiniami z internetu, to przez to rzadko trafiam na buble kosmetyczne. Niestety efekty działania danego kosmetyku są sprawą indywidualną i coś co sprawdza się u mojej przyjaciółki niekoniecznie musi się tak samo u mnie sprawdzić. Poniżej znajdziecie recenzje 3 kosmetyków, które mnie rozczarowały. Kierując się pochlebnymi opiniami sięgnęłam po produkty, które nie spełniły moich oczekiwań. 

podkład w kompakcie Alverde NATURKOSMETIK Kompakt Make-up


Alverde NATURKOSMETIK Kompakt Make-up

Potrzebowałam czegoś lekkiego, aby przyśpieszyć mój codzienny makijaż. Zależało mi tylko na wyrównaniu koloru skóry oraz aby aplikacja była szybka i bezproblemowa. Niestety tutaj zawiodłam się na całej linii. Myślałam, że sięgając po podkład w kompakcie, który jest mineralny mogę spodziewać się delikatnego efektu. Owszem podkład ten nie jest mocno kryjący, ale zawiera drobiny brokatu i na twarzy robi się jednym słowem dyskoteka. Aplikacja jest bardzo ciężka, próbowałam wszystkim – palcami, gąbeczką, beautyblenderem czy pędzlem do podkładu. Nic tej aplikacji nie ułatwiło, konsystencja jest mocno zbita i ciężko się ją rozsmarowywuje oraz rozciera. Podkład nałożony na buzię świeci się (jak psu genitalia), jest klejący i wygląda jakbym wysmarowała się jakąś beżową pastą. Dodatkowo roluje się, a po kilku godzinach sam z siebie spływa, tworząc ciastowatą powierzchnię. Jedynym plusem tego podkładu jest solidne opakowanie, które można wykorzystać jako lusterko. Alverde Kompakt Make-up jest słabo dostępny w Polsce, więc mam nadzieję, że się na niego nie natkniecie, ale niech Was nie zwiedzie niska cena za mineralny podkład. 
tusz do rzęs L'Oreal Paris - Volume Million Lashes So Couture Mascara

L’Oreal Paris – Volume Million Lashes So Couture Mascara

Dlaczego jestem rozczarowana tym tuszem do rzęs? Ano dlatego, że jest to kosmetyk wszech czasów, a ja jeszcze nie spotkałam się z inną opinią, niż pochlebną. Dla mnie jest to przeciętniak za zbyt dużą cenę. Z serii VML polubiłam się z wersją Feline i Fatale. Niestety So Couture jest dla mnie rozczarowaniem, już od samego początku używania. Chociażby dlatego, że nie wyczuwam zapachu: czekoladowego ani słodkich migdałów, jak to mogłam często przeczytać na blogach. Wydłużenie rzęs pozostawia sobie wiele do życzenia, dla mnie efekt jest mało widoczny. So Couture niczym nie różni się od tańszych tuszy. Mam wrażenie, że zbyt krótko mi służył ten tusz, przez co wydaje mi się, że jest słabo wydajny. Ja osobiście po tym tuszu spodziewałam się czegoś więcej. Dwie warstwy dla tej maskary to zbyt dużo i dawały efekt posklejanych rzęs. Podczas demakijażu rzęsy odpadały razem z tuszem i sądzę, że ten tusz przyczynił się do słabej ich kondycji. No i trwałością Volume Million Lashes So Couture też nie grzeszy.
tusz do rzęs Kobo Professional - Ideal Volume Mascara


Kobo Professional – Ideal Volume Mascara

Moje pierwsze wrażenie podczas używania tego tuszu to takie, że dostałam stary i używany tusz. Dlaczego? Dlatego, że konsystencja tej maskary jest bardzo sucha i niewiele produktu zbierała szczotka. Sama szczoteczka – co prawda jest silikonowa, ale dziwnie kłująca i nie raz „szarpnęłam” nią rzęsy i powiekę. Jedna warstwa nie robiła żadnego efektu. Tusz ten osypywał się i kruszył. Naprawdę dawałam tej maskarze kilka szans, próbowałam ją „reanimować”, ale niestety na próżno. Na szczęście była to limitowana edycja, ale próbuję Was ostrzec, bo być może kiedyś powróci ta wersja. Tak poza tym to zastanawiam się, dlaczego marki wprowadzają wersje limitowane? Co im to daje? Czasem mam wrażenie, żeby wcisnąć klientowi jakiegoś bubla, którego nikt więcej nie będzie chciał kupić 😉
A Tobie co się ostatnio nie sprawdziło?