Uncategorized

Efekt miliona rzęs? L’Oreal Volume Million Lashes – Feline, So Couture, Excess

Moje rzęsy są dosyć krótkie, ale za to gęste i naprawdę bardzo ciężko jest mi znaleźć tusz idealny. A jak na kobietę uzależnioną od kosmetyków przystało, zawsze na toaletce stoi kilka tuszy do rzęs. Z serią L’oreal  Volume Million Lashes poznałam się już stosunkowo dawno temu, sięgając po złoty tusz L’oreal Volume Million Lashes, pierwsza maskara należąca do serii pod tą samą nazwą. Tym tuszem akurat byłam rozczarowana, jak mogłyście się dowiedzieć z recenzji. Na szczęście L’oreal ciągle ulepsza swoje maskary, tak, aby dotrzeć do każdej klientki i zaspokoić jej potrzeby. Przedstawię Wam i porównam ze sobą 3 ikoniczne tusze z serii Volume Million Lashes.

L’Oreal Volume Million Lashes Feline

Recenzję tego tuszu już mogłyście przeczytać. Większość osób komentujących stwierdziła, że efekt jest mało widoczny. No cóż, dla mnie efekt jest zadowalający, ponieważ znam swoje rzęsy. Pierwszą dostrzegalną zaletą Volume Million Lashes Feline jest bardzo ładny, słodko – migdałowy zapach. Aplikacja jest bardzo przyjemna, ze względu na gładką konsystencję i zawartość olejków. Ogromnym plusem Feline jest wyprofilowana szczoteczka, dzięki której można uzyskać efekt podkręconych i wydłużonych rzęs, tym samym nadając im naturalny jak dla mnie efekt. To co wyróżnia tą maskarę wśród złotej gamy Volume Million Lashes jest wzorowa trwałość, idealna na całonocną imprezę. Według mnie to jest jedna z najlepszych maskar, która należy do serii VML.
szczoteczka L'Oreal Volume Million Lashes - Feline

L’ Oreal Volume Million Lashes So Couture

Nie spotkałam się z negatywnymi recenzjami tej maskary, dlatego bardzo chciałam ją wypróbować. To na co większość zwraca uwagę to zapach – słodki, tak jakby czekoladowy, choć dla mnie mało wyczuwalny. Producent zapewnia, że tusz zawiera płynny jedwab, który  nadaje objętość i intensywność barwy. Moim zdaniem fajnie rozdziela rzęsy, jednak efekt jest słaby, dla mnie za mało wydłuża rzęsy i ich nie podkręca. Niestety rzęsy są za bardzo pogrubione, tak jak w przypadku złotej wersji. Na szczęście nie pozostawia grudek oraz nie osypuje się, ani nie kruszy. Volume Million Lashes So Couture tak samo jak wersja Feline trzyma się nienagannie przez cały dzień. Wersja So Couture posiada prostą szczoteczkę, która ułatwia aplikację, ponieważ dociera do najkrótszych rzęs. Jednak moim zdaniem za mało je podkręca. 

szczoteczka  L'Oreal Volume Million Lashes So Couture
L’Oreal Volume Million Lashes Excess

Niestety wersja Excess totalnie się u mnie nie sprawdziła. Przede wszystkim odstraszająca w tej wersji jest silikonowa, elastyczna szczoteczka, która jest zdecydowanie największa i osobom początkującym może sprawiać trudność podczas aplikacji. Ja do tej pory nie nauczyłam się jej używać i zmieniałam sobie szczoteczkę, na tą z wersji Feline. Oprócz tego uzyskałam efekt sklejenia rzęs, niestety efekt po nałożeniu to wina zbyt dużej ilości produktu – winna jest szczoteczka i otwór, dlatego zamiana szczoteczek też tutaj niewiele zdziałała. Pocieszający jest fakt, że  Volume Million Lashes Excess utrzymuje się przez cały dzień, nie osypuje się, nie blaknie, a także nie tworzy efektu pandy. Gdyby otwór tuszu był węższy i zbierałby nadmiar produktu, to myślę, że posiadaczki gęstych i długich rzęs byłyby zadowolone, jednak jeśli są one krótkie to możemy je tylko posklejać, tak jak to było w moim przypadku. 
szczoteczka L'Oreal Volume Million Lashes Excess
Każda z tych maskar kosztuje od 30 do 60 zł. W sklepach stacjonarnych takich jak Rossmann, Super Pharm czy Hebe zapłacicie ok 60 zł, dlatego polecam promocje. Na szczęście te maskary są dostępne także w drogeriach internetowych i tam można kupić tusz z serii VML za połowę ceny. Wszystkie maskary są w pięknych opakowania, o takim samym kształcie, jednak każda ma charakterystyczny kolor. Moją największą uwagę przyciąga Volume Million Lashes Feline oraz Volume Million Lashes So Couture. Każda wersja ma swoją unikalną szczoteczkę oraz formułę. Choć do żadnej z formuł nie mam zastrzeżeń, tak jednak uważam, że szczoteczki tutaj są kluczowe. U mnie najlepiej sprawdziła się Feline, ta szczoteczka umożliwia  największe podkręcenie rzęs, ale za pewne znajdą się także fanki prostoty i wybiorą So Couture. Niestety nie polecę tylko jednej maskary, zachęcam do wypróbowania wszystkich, bo u każdej będzie inny efekt, wszystko zależy od rzęs. 
Poznałaś już maskary z serii Volume Million Lashes? Która wersja u Ciebie się sprawdziła?