Uncategorized

Pianka myjąca do twarzy i oczu – Lirene Youngy 20 +

Jak już doskonale wiecie, moja cera jest bardzo kapryśna. Bardzo lubi delikatną pielęgnacje, zwłaszcza delikatne mycie. Do tej pory używałam dermokosmetyków, bo jedynie one w tym celu się sprawdzały. Już jakiś czas temu z wielkim rozgłosem wpadła na rynek Pianka myjąca do twarzy i oczu – Lirene Youngy 20 +. Sporo dziewczyn, które otrzymały tę piankę do testów, rozpisywały się dość pochlebnie o niej. Padło także wiele słów pochwalnych na temat jej łagodności. Czy rzeczywiście się u mnie też sprawdziła?

Do zakupu przekonały mnie dwie rzeczy: promocja, oraz pianka, jako forma do mycia. Skład tego kosmetyku nie ocieka zajebistością, ale postanowiłam zaryzykować. Niestety nie zapaliła mi się lampka ostrzegawcza na widok SLS’ów i silikonów. Opakowanie jest bardzo wygodne, łatwo się używa tej pianki, jednak często zbyt dużo nabierałam produktu, i w ten sposób kosmetyk się marnował. Zapach „energetyzująca samba brazylijska z guaraną” jest mdlący, nieprzyjemny z samego rana, zbyt intensywny. Na pewno koło guarany nie stał, a tym bardziej koło energetyzującej samby. Ze względu na ten zapach, nie kupiłabym jej ponownie. Konsystencja typowa dla pianki, zbita i gęsta, tak jak pianka do golenia. Nie przecieka przez palce, dlatego aplikacja była bardzo przyjemna. 
Działanie pianki myjącej do twarzy i oczu jest przeciętne. Co prawda na samym początku mocno byłam zaskoczona faktem, że pianka nie podrażnia i jest rzeczywiście delikatna dla oczu. Jednak przy systematycznym stosowaniu zostawia po sobie uczucie ściągnięcia. Nie przesusza cery. Wszystkie zapewnienia producenta według mnie są nieprawdą, i dość mocno marka Lirene mnie rozczarowała. Otóż jeśli liczycie, że produkt ten Was orzeźwi i odświeży to nic z tego. Niestety także wydzielanie sebum jak było tak jest, zero poprawy. Regeneracja tkankowa? W ogóle co to znaczy, i czy pianka za 13 zł wspomaga regenerację tkankową? Takie rzeczy to chyba tylko w salonie… kosmetycznym 🙂 Podrażnień nie miałam, więc nie było co koić, zaczerwienienia jak były tak są, nawet powiedziałabym, że pianka się do tego też trochę przyczyniła. Nawilżać skubana, nie nawilżała, a tak jak już wyżej wspomniałam zostawiała skórę ściągniętą. Używając pianki Lirene, ani razu nie pomyślałam o Rio, ani o sambie… Oprócz tego, że Lirene Youngy 20 + spowodowała u mnie ogromny najazd pryszczy. O ile kiedyś miałam pojedyncze problemy z trądzikiem, tak teraz mam wielkie pobojowisko na twarzy, a wszystko to dzięki silikonom w składzie. Jeszcze ich w produktach do mycia buzi brakowało.

Podsumowując pianka Lirene Youngy 20+ jest delikatna, myje, nie szczypie w oczy i mogę ją polecić młodym osobom, które nie wymagają wiele. Natomiast starym babom (jak ja), którym silikony tylko w cyckach służą, może ona przynieść więcej szkody niż pożytku. Zachciało mi się drogeryjnych produktów do mycia twarzy… Z podkulonym ogonem wracam do dermokosmetyków.