Uncategorized

6 dobrych stron blogowania

W lutym opublikowałam post, o tym co denerwuje mnie w
blogosferze. Ten tekst stał się najpopularniejszym postem, jaki do tej pory
opublikowałam. Muszę przyznać, że bardzo się zdziwiłam, bo mogłabym rzec, że
był taki trochę „z dupy”, musiałam się Wam wyżalić, wyrzucić co mi leżało na
wątrobie. Wasza reakcja na ten post bardzo mi się spodobała, zachęciłyście mnie
do dalszej walki, jaką jest blogowanie. I takim sposobem chciałabym Wam
napisać, że prowadzenie bloga wcale nie jest takie straszne i dostrzegam jego
dobre strony. Dlaczego warto mieć blog?

1. Komentarze

Owszem komentarze potrafią być dołujące, denerwujące,
hejterskie, irytujące. Na całe szczęście są też takie normalne, zwykłe, proste,
a jednak miłe, cieszące oko, od serca, szczere. Gęba mi się uśmiecha, gdy
czytam coś miłego na temat mojego bloga, całokształtu mojej działalności tu,
mojej osoby. Uwielbiam czytać, gdy ktoś coś doradzi, poleci, skrytykuje w
uprzejmy sposób. Oczywiście, że prowadzę tego bloga głównie dla siebie, z
przyjemnością, ale cóż to byłby za blog, gdyby nie było Was- komentujących. Dla
Was ciągle staram się coś ulepszyć.

2. Nowe znajomości

Blogowanie sprzyja poznawaniu nowych ludzi, choćby tylko
internetowo. To miłe, że czasem wymiana mejli, czy komentarzy zbacza z tematu,
i odnajduje się osobę o podobnych poglądach. Do tej pory nie znam osobiście żadnej
blogerki, ani nie uczestniczyłam w żadnym blogerskim spotkaniu. Cóż, wszystko
jeszcze przede mną. Choć uwielbiam poznawać nowych ludzi, to jednak jestem
nieśmiała i wstydzę się komuś zaproponować spotkania. Dlatego jeśli jesteś z
Wrocławia i chciałabyś mnie poznać, daj znać! (ale pamiętaj, że mam męża, i nie
rzucę go dla kobiety :P)
3. Okazje
O dobrych promocjach zawsze huczy cała blogosfera. Dzięki temu
można się psychicznie nastawić, zrobić listę, i kupić tylko same potrzebne
kosmetyki. (co ja pieprzę?) Generalnie to jest tak, że jak ktoś mi napisze, że
jest jakaś promocja, to choćbym skisła to muszę to dorwać, bo jest w
promocji.  Ale ostatnio coraz bardziej
racjonalnie podchodzę do zakupów, a wiele blogerek w mniej, lub bardziej
świadomy sposób, przyczyniły się do tego, że kupiłam w lepszej cenie kosmetyki,
które od dawna zalegały na „chciejliście”.
4. Świadoma pielęgnacja
Odkąd prowadzę bloga lepiej przykładam się do pielęgnacji
całego ciała. Staram się pamiętać i regularnie używać danych produktów.  Od tego czasu wybieram produkty lepszej
jakości, choć nie zawsze droższych, coraz rzadziej trafiam na buble. Przede
wszystkim uczę się starannie dobierać kosmetyki, czytam o składach, wsłuchuję
się w potrzeby mojej cery.
5. Kontrolowane zakupy

Prowadzenie bloga sprzyja zakupoholizmowi, i do tego muszę
się przyznać. Kupowanie kosmetyków zawsze sprawiało mi dziką radość. O ile
komornik do drzwi nie puka, to mam chyba wszystko pod kontrolą?
Jednak podsumowanie na koniec miesiąca i uświadomienie sobie
wszystkich wydatków daje trochę do myślenia. 
Możecie mi nie przyznać racji, ale przesadą jest posiadanie kilku podobnych
produktów.  Rozumiem, że posiadanie
ogromnej ilości lakierów do paznokci może być pasją, bo widok moich lakierów,
czy szminek, mnie uspokaja. Ale o wiele bardziej chciałabym móc sobie pozwolić
na jakieś produkty marek selektywnych, a przez takie „drobne zakupy” odbieram
sobie taką możliwość. Coraz bardziej przekonuję się do minimalizmu w
kosmetyczce, i posiadaniu tylko tych niezbędnych produktów. 
6. Mania zużywania
Czy na Waszych blogach posty o zużyciach, denkach cieszą się
sporą popularnością? Mnie takie posty, Wasze, czy moje bardzo motywują, do
dalszego zużywania.  Wykończony produkt
cieszy mnie, ponieważ wiem, że zaraz będę mogła otworzyć nowy kosmetyk.  Widok nowego balsamu, czy kremu wprawia mnie
w stan wielkiego podniecenia, serio, serio. Poza tym to jest zapowiedź zakupów,
usprawiedliwionych zakupów, czyli tych najpotrzebniejszych.

A teraz taka mała ciekawostka. Jakiś czas temu będąc w
odwiedzinach u babci, babcia spytała mnie czy może jakieś tam moje gazety,
pierdoły wyrzucić, bo jej zalegają. Rzuciłam na nie okiem, nawet nie
wiedziałam, że takie dziadostwo u babci przechowuję, a tu moim oczom ukazał się
mój pierwszy „blog”. Oczywiście blog z przymrużeniem oka 😉 Bo to jest zeszyt,
do którego przepisywałam cenne porady na później, moją jedyną czytelniczką była
ówczesna przyjaciółka. Zwróćcie uwagę na zdjęcia, jak stary musi być ten
zeszyt, nawet nie mam pojęcia.