Uncategorized

O bezsilikonowej pielęgnacji włosów, słów kilka…

Myślę,
że chyba każda początkująca włosomaniaczka, ma taki etap w swojej pielęgnacji
włosów i odrzuca wszelkie sylikony. Ja też do tej grupy osób należę. Już jakiś
czas temu zauważyłam, że nie służą mi totalnie szampony z sylikonami. Dlatego
wybierałam wszelkie kosmetyki do mycia włosów bez sylikonów, a najlepiej takie,
które będą mieć krótkie składy (im więcej udziwnień w szamponach tym bardziej
moje włosy są oklapnięte i mało estetyczne). Mimo takich przyjemnych składem szamponów dalej czegoś mi brakowało w pielęgnacji oraz wyraźnie coś mi nie
służyło. Za winnego posądziłam wcześniej wymienione już składniki. I takim o to
sposobem zaczęłam zwracać uwagę na skład zarówno odżywek, masek, a także
przestałam stosować serum po myciu włosów.
Jesteście
ciekawe czy taka pielęgnacja przyniosła oczekiwane skutki? Na początku owszem
moje włosy były puszyste, nieprzyklapnięte, nabrały jakby objętości.
Mogłam je
rzadziej myć. Mocno zauważalne były sterczące baby hair. Myślę, że przez
miesiąc takiej pielęgnacji nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Natomiast
po miesiącu włosy zrobiły się lekko „sianowate”, gorsze do ułożenia i
uczesania, po krótkim czasie od związania wszędzie sterczały mi „poszarpane”
kosmyki. Zapaliła mi się lampka ostrzegawcza i nieco bliżej przyjrzałam się
owej pielęgnacji. Teraz od czasu do czasu stosuję również „bomby” sylikonowe
(ale o tym innym razem).
Poniżej
możecie zobaczyć przykłady bezsilikonowych szamponów, odżywki, oleju oraz maski, które
obecnie stosuję:

Muszę
dodać, że taka „bezsilikonowa” kuracja jest dobra, na pewno będzie służyć
osobom, których włosy mają tendencje do przetłuszczania się, nie są suche, ani
mocno zniszczone. Natomiast uważam, że nie powinno się całkiem tych sylikonów
odrzucać, a znaleźć takie, które służą lepiej i od czasu do czasu je stosować.