Uncategorized

Kosmetyki, których musiałam się pozbyć

Z racji, iż zmieniam miejsce
zamieszkania (nareszcie!), właśnie jestem w trakcie pakowania.
Pakowanie zaczęłam miedzy innymi od pakowania kosmetyków,
do plastikowego pojemnika 30 l wrzuciłam wszystkie kosmetyki, których na pewno
nie będę używać w przeciągu 2 tygodni. Oczywiście musiałam/ chciałam pozbyć się
tych, których na pewno już w ogóle nie będę używać.
Powodów jest kilka. Tak wiec chciałabym Wam przedstawić parę kosmetyków,
które wyrzuciłam, bez zużycia ich do dna.
O to one:


1) na
pierwszym miejscu bubel
– krem pod oczy Yves
Rocher Active Sensitive Contour Yeux.
 (skóra wrażliwa), niestety do skóry wrażliwej
to on chyba nie jest ponieważ od czasu do czasu po aplikacji go skora wokół
oczy trochę zaczynała mnie piec. Poza tym nie zauważyłam żadnej różnicy pomiędzy
stosowaniem go a niestosowaniem.

2) kolejny
bubel
– żel punktowy na wypryski Synergen
(chyba już przeterminowany)- kiedyś używałam go dosyć regularnie- ale ze nie zauważyłam
żadnej poprawy, odszedł w niepamięć i zastąpiłam go Effaclar Duo- na szczęście ten
działa jak powinien.

3) Baza pod cienie
Virtual
– istna masakra! W porównaniu
do Art deco czy Inglot- ciężko ja w ogóle nazwać baza. Strasznie się ja aplikuje-
jest strasznie zbita, pozostawia nieestetyczne grudki i w ogóle nie podbija koloru,
ani dzięki niej dłużej nie utrzymuje się cień na powiece.

4) Korektor pod oczy Garnier– tego
kosmetyku bublem nie nazwę- wyrzucam bo skończył się termin przydatności
(jedynie 6 miesięcy) i ciężko było go w tym czasie wykorzystać do końca. Poza
tym nie stosowałam go bardzo często- ponieważ niekoniecznie mam jakieś wielki
problem z cieniami pod oczami. Lubiłam dosyć w nim postać roll-on- daje
przyjemny chłodek podczas aplikacji.

5) Balsam do ust- Bielenda– nie bardzo za
nim przepadam- strasznie zbita konsystencja (twardy)- ciężka aplikacja, słabe nawilżenie.
Niestety w miedzy czasie poznałam lepsze balsamy do ust i ten odszedł w odstawkę
i już ciężko mi byłoby się do niego przekonać

6) Eyeliner Miss Sporty– nie jest zły- kupiłam
go po to aby uczyć się robić kreskę. Niestety nie umiem się obsługiwać
eyelinerami z własnym pędzelkiem. Przerzuciłam się na eyeliner w żelu- jest w
aplikacji (jak dla mnie) łatwiejszy- aczkolwiek poszukuje do niego
odpowiedniego pędzelka. A Miss Sporty wyrzucam- bo termin ważności tez już minął
😉


A w kolejnym poście listopadowe zużycia 🙂